Podróż wrześniowa

Zwykły wpis

Wyruszyliśmy ostatniego dnia sierpnia. Do zupełnego zmierzchu z premedytacją odwlekaliśmy nasz wyjazd, patrząc w rezygnacji i dziwnej bezdomności, jak upływają kolejne godziny. Nie, nie będę pisała o tym, jak pożegnaliśmy Kadyks. Tak jak nie potrafię tego opowiedzieć, tak też pożegnać go nie umiałam. Nie da się opuścić Kadyksu, nawet jeśli czasem trzeba z niego wyjechać.

Dwadzieścia trzy dni. Tyle docieraliśmy do Polski, znacząc ponad sześć tysięcy kilometrów naszymi ulotnymi śladami. Odwiedziliśmy ponad pięćdziesiąt miejsc – aglomeracji, miast, miasteczek, wiosek, plaż – które wymarzyliśmy sobie na trasie zobaczyć. Dlatego trasa wygięła się nam nieco i zakrzywiła, bujając horyzontem. Skromnym, wesołym taborem przemierzyliśmy Europę, niemal połowę nocy śpiąc w załadowanym do granic możliwości wozie, niekiedy odwiedzając po drodzę rodzinę, przyjaciół, rodziców przyjaciół. Nie, nie byliśmy zmęczeni, snuliśmy plany, jak to przedłużyć:) Te tygodnie nieposiadania niczego, bycia w drodze, to była prawdziwa wolność.

Na południu Hiszpanii (El Rocío)

W Portugalii (Porto)

Na północy Hiszpanii (Porto de Bares)

Francja

Francja

Szwajcaria (Bazylea)

Niemcy (Fryburg Bryzgowijski)

I nad polskim morzem...

I nad polskim morzem…

Dla tych, co lubią mapy – tak to wyglądało.

Przez południe Hiszpanii oraz Portugalię:

Przez Galicję, Asturię, Kantabrię, Kraj Basków:

Przez Francję, Niemcy, Szwajcarię do Polski:

Ponieważ te wspomnienia przynoszą mi nieposkromioną radość, będzie jeszcze w szczegółach:)

Reklamy

Bar pod zraszaczami, czyli w stolicy Andaluzji

Galeria

„…yo sin Sevilla no podría vivir…”

Zwykły wpis


Zobaczyłam Sewillę. I znalazłam! Znalazłam swoje miejsce! A właściwie znaleźliśmy – niewątpliwa zgodność nas ogarnęła w poczuciu tego miasta. Sewilla jest olśniewająca! I tyle. I jedno tylko można by jej zarzucić – że gorąco w niej niezmiernie. Położona w głębi lądu, pozbawiona oceanicznej bryzy, która ratuje przed tym niemal afrykańskim skwarem… A ponieważ lato trwa tu prawie pół roku, ostatecznie wcale nie łatwo byłoby wybierać między starym, urodziwym Kadyksem a przepiękną, lecz bezwietrzną Sewillą… Ach, ten urok dostojnej wielkomiejskości…

Kordobiańskie przestrzenie

Galeria

Al-Andalus: arabski duch Kordoby

Zwykły wpis

W Kordobie spędziliśmy trzy czerwcowe dni. Każdy kolejny gorętszy od poprzedniego, wymuszający przestoje, postoje i wszelkiego rodzaju wytchnienia od rozgrzanego, ciężkiego, znieruchomiałego powietrza, w którym nawet myśli ulegają niepowstrzymanemu procesowi tężenia. Długo nie wiedziałam, co zrobić z Kordobą, jak myśleć o mieście, uchwycić jego obraz, który przechowywany w pamięci mógłby później w dowolnym momencie przybrać formę wspomnień. Nie daje się Kordoba zamknąć w jakimś gładkim zdaniu, jednoznacznej wizji. Chaotyczna, postrzępiona, składająca się raczej z fascynujących fragmentów i ciekawych detali niż tworząca wyraźną, olśniewającą całość. Co też ma w sobie wcale niedyskretny urok. Może i od pierwszego momentu pomyślałabym z większą łatwością o Kordobie jako mieście porywającym, gdyby nie to, że zaczęłam przyglądać się hiszpańskim miejscowościom pod pewnym określonym kątem, który perspektywę mi nieco zniekształca. Nie mogę bowiem miast Andaluzji przestać rozpatrywać w perspektywie swojego potencjalnego miejsca zamieszkania. Pomijając jednak tę futurystyczną dygresję – Kordoba jest miastem wyjątkowym, z całą pewnością. Zaś jej niejednoznaczność ostatecznie bardziej mnie nawet ujęła niż przeszkadzała. Jak zresztą nie oprzeć się miastu, w którego przestrzeniach żyją duchy wielkich filozofów, jacy urodzili się właśnie tutaj: Seneki, Majmonidesa i Awarroresa.

Gran Regata Cádiz 2012

Zwykły wpis

Wielka Regata w Kadyksie – imponujące fregaty, jachty i żaglowce z różnych zakątków świata: Wielkiej Brytanii, Niemiec, Rosji, Ekwadoru, Kolumbii i wielu innych. Liczebną przewagę miały jednak statki polskie:) Przez kilka minionych dni cumowały w gaditańskim porcie Dar Młodzieży, Fryderyk Chopin, Zawisza Czarny i Pogoria. Ta międzynarodowa impreza pod żaglami odbywa się w Cádiz co sześć lat, szczęśliwie trafiliśmy:)